Zapach biedy
GG, 2003-01-08

Ten charakterystyczny, przypominający mieszankę spalenizny i stęchlizny, zapach czuje każdy z nas, jadąc obwodnicą w kierunku Tczewa. To Szadółki – trójmiejskie wysypisko śmieci. Odruchowo przyciskamy pedał gazu... uff.. smród wreszcie za nami.
Do tego zapachu zapewne przyzwyczaili się i go nie czują ludzie, którzy co dzień odwiedzają wysypisko w poszukiwaniu złomu. Dla ponad 100 zbieraczy jest to po prostu miejsce pracy - pracy, która zwiększa szansę na przeżycie. Od listopada ubiegłego roku słyszymy o nich w mediach coraz częściej, gdyż dyrekcja wysypiska zabroniła im przebywania na terenie obiektu. Decyzję tłumaczono względami bezpieczeństwa a także faktem, iż osoby zbierające złom czynią to bez jakiejkolwiek formuły organizacyjno – prawnej, czyli nielegalnie. „Śmieciarze” nie dali za wygraną i rozpoczęli serię protestów. Póki co nie widać szansy na zażegnanie sporu. Wydaje się, że pośród wielorakich – w tym prawnych – aspektów sprawy – w centrum uwagi powinien pozostać człowiek. Człowiek, który ma prawo do przetrwania. Nie daj Boże, aby w sukurs mrozom tegorocznej zimy przyszedł chłód spojrzenia z za urzędniczego biurka na ludzkie zmaganie o byt. Nie daj też Boże, byśmy my – mieszkańcy – co by nie mówić - niebiednej dzielnicy, zapomnieli o rozciągających się „tuż za rogiem” obszarach ubóstwa i bezrobocia. To nie slogany, to fakty, o których pamiętając zachowujemy właściwe proporcje w ocenie własnych – również nierzadko poważnych problemów ekonomicznych. Dociskanie pedału gazu i odwracanie się ze wstrętem od biedy nie sprawi, że ona zniknie. Nie uciekniemy od świata bolesnych i wyrazistych podziałów ekonomicznych. Nie zbudujemy szczęścia w oderwaniu od innych. Oby zresztą nie pozwoliło nam na to sumienie.
Grzegorz Grochowski